czwartek, 21 sierpnia 2014

Informacja

Niestety na kolejny post będziecie musieli poczekać. Wyjeżdżam na tydzień do Włoch, żeby się opalić, pojeść trochę pizzy i odświeżyć szare komórki. Mam nadzieję, że wrócę z nową porcją ciekawych pomysłów. :) ~ Hermi
PS. Nie mogłam się oprzeć <3

Rozdział 2

 Hermiona przez całą noc nie mogła zasnąć. Miała dziwne przeczucie, że coś się wydarzy. Przewracała się z boku na bok. Wreszcie około godziny 3:00 wstała i poszła czytać książkę. Usiadła wygodnie na parapecie i śledziła losy bohaterów przy świetle księżyca.
 Obudziła się na podłodze, wśród kolorowych poduszek. Wszystko ją bolało. Gryfonka jęknęła i poszła do łazienki, ubrała się, musnęła rzęsy tuszem i poszła na śniadanie. W wielkiej sali było niewielu uczniów. Przy stole Gryffindoru nie było nikogo. Hermiona usiadła i zaczęła czytać Proroka. Jak zwykle nic ciekawego, wciąż piszą na te same tematy. Relacje z Bitwy o Hogwart, jak to naprawdę było. Hermiona trafiła na artykuł Rity Skeeter.

 ''Dowiedziałam się z zaufanego źródła, że ten słynny Harry Potter stchórzył! Uciekł nie wiadomo gdzie, krył się, gdy jego rodzina i przyjaciele walczyli w obronie Hogwartu i wybrańca. Nie wiadomo też gdzie przebywał przez cały rok szkolny. Czyżby znany na całym świecie Chłopiec-który-przeżył był zwyczajnym tchórzem? Więcej na ten temat na stronie 17.

- Kłamstwa. - Hermiona ze złością uderzyła gazetą o stół.
- Cześć, mogę się dosiąść? - To był Ernie McMillan.
- Eee, jasne. - Gryfonka przełknęła płatki z mlekiem. Pochyliła głowę nad Prorokiem i próbowała się skupić.
- I co piszą?
- Nic ciekawego. Te same bzdury co zwykle. - Dziewczyna przewróciła stronę.
- Cześć Hermi, cześć Ernie - Ginny usiadła obok przyjaciółki i popatrzyła na chłopaka. - Co tutaj robisz Ernie?
- Tak usiadłem na chwilę, ale już miałem iść. - Ernie wstał. - Do zobaczenia. - uśmiechnął się do Hermiony i wyszedł z Wielkiej Sali. Ginny spojrzała znacząco na starszą Gryfonkę.
- No co? - mruknęła Hermiona i schowała się za Prorokiem.
- Zupełnie nic. - Dziewczyny zjadły i skierowały się na pierwszą lekcję, eliksiry ze Ślizgonami. Na korytarzu bylo duże zbiorowisko. - Co tu się dzieje? - Dziewczyny przecisnęły się do środka. Uczniowie stali w okręgu, a w środku stali Draco i Ron, mierząc w siebie różdżkami.
- Ron! Co ty wyprawiasz?! - Hermiona podbiegła do chłopaka.
- Odsuń się Granger. Ten kretyn, nauczy się godnie traktować kobiety. - Draco zacisnął dłonie na różdżce.
- Expeliamus! - Ron nie zdążył się nawet przygotować. Siła zaklęcia wytrąciła mu z ręki różdżkę i odepchnęła chłopaka, który zniknął wśród uczniów. W tym momencie z sali wyszedł Snape.
- Granger! Malfoy! Odejmuję obu domom 10 punktów. Obaj macie szlaban. - I zniknął w czeluściach klasy. Uczniowie weszli za nim.
- Panie profesorze! To nie była wina Hermiony, ona...
- Dość, Potter. Nie obchodzi mnie czyja to była wina. - Snape machnął różdżką i na tablicy pojawiły się instrukcje. - Do roboty.
Uczniowie z mniejszym lub większym entuzjazmem zabrali się do warzenia eliksirów. Po skończonych zajęciach, gdy wszyscy zbierali się do wyjścia Snape rzekł:
- Granger, Malfoy, chcę was obu widzieć każdy wieczór w moim gabinecie przez dwa tygodnie. - Hermiona jęknęła, napotkała smutne spojrzenie Ginny. Potem popatrzyła na Draco. Z obojętną miną popatrzył na nią i wyszedł z klasy.

No i jest 2 rozdział. Krótki, znowu, ale obiecuję, że kolejny będzie już dłuższy. Dzięki wielkie za 110 wyświetleń :) 


piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 1


 Hermiona przemierzała korytarz szkolny szybkim krokiem. Jedną ręką podtrzymywała kilka książek, drugą kawałek zapisanego pergaminu. Miała wielką ochotę usiąść na parapecie, wbić wzrok w błonia i robić nic. Ale niestety, rzeczywistość szkolna nie przewidziała tego w jej grafiku. Pędziła właśnie na lekcję eliksirów ze Ślizgonami. Mały demotywator na początek dnia. W pobliżu lochów zrównał z nią krok nie kto inny jak sam Wybraniec. Nawet go nie zauważyła, wpatrzona uważnie w pergamin, ściskany w dłoni.
 - Ekchem... Hermiono? - książki z hukiem upadły na podłogę. Gryfonka poderwała głowę, a jej kasztanowe loki podskoczyły energicznie.
 - Harry? Przepraszam, nie zauważyłam. - mruknęła i schyliła się, by pozbierać cenne książki. W tej samej chwili poczuła tępy ból w czaszce. Nieco zamglonym wzrokiem spojrzała na sprawcę. Przed nią klęczał Ron, pocierając dłonią obolałe czoło.
 - Przepraszam, chciałem pomóc. - Usłyszała jego głos. Spuścił głowę i poukładał książki na stosik, po czym podał je Hermionie.
 - Prawdziwy gentelman zaniósłby je za nią do sali - usłyszeli za sobą znany, pewny siebie głos. Cała trójka odwróciła się w stronę bladego blondyna - Ale ty już zawsze będziesz niewychowanym, rudym Weasley'em.
 - Uważaj na słowa, Malfoy. - Harry już wyciągnął różdżkę, ale jak zwykle w nieodpowiednim momencie.
 - Potter! Gryffindor traci 10 punktów za twoje naganne zachowanie. - Cichy głos Severusa Snape'a było doskonale słychać w całym korytarzu - a tymczasem zapraszam do sali, chyba że troje wspaniałych ma ochotę stracić jeszcze więcej punktów.
W okropnych nastrojach weszli do klasy. Hermiona usiadła na swoim stałym miejscu, obok Ginny. Nie słuchała profesora, a wszystkie czynności wykonywała, jak w transie. Warzyła już Amortencję, więc nie sprawiła jej trudności. Jednak wciąż nie mogła odgonić się od pewnej myśli. Malfoy w pewnym sensie stanął w jej obronie. Zastanawiała się nad tym i na transmutacji i na zielarstwie z Puchonami i na dwóch godzinach historii magii ze Ślizgonami. Wychodząc z sali niechcący potrąciła któregoś z uczniów. Spojrzała wysoko w górę, prosto w stalowoszare tęczówki Dracona.
 - Uważaj - syknął jakby mniej nieuprzejmie niż zwykle. To malutkie zdarzenie czaiło się w myślach Hermiony do końca dnia.
 Następnego ranka przy śniadaniu Hermiona nie mogła na niczym się skupić. Gniotła w dłoniach gazetę i wpatrywała się w jakiś punkt daleko przed sobą. Poczuła jakieś szturchnięcie.
 - Gapisz się - głos Ginny sprowadził ją na ziemię.
 - Coo? - rozkojarzona spojrzała na młodszą Gryfonkę.
 - Gapisz się - powtórzyła dziewczyna - na Malfoy'a.
 - Naprawdę? - wzrok Hermiony powędrował w stronę stołu Ślizgonów. Dracon siedział pomiędzy Zabinim -  który próbował poderwać jedną z dziewczyn Slytherinu - a Pansy - która co chwilę przytulała się do niego, chłopak odpychał ją, a ona po chwili znów próbowała. Gryfonka studiowała jego wygląd bez jakiegoś celu. Po prostu nie miała nic lepszego do roboty. Tlenione, blond włosy niesfornie opadały mu na arystokrackie czoło. Wreszcie pozbył się wszelkiego żelu ze swoich włosów. Stalowoszare tęczówki znudzone przeglądały Proroka Codziennego. Nie był jakoś zabójczo piękny. Oczywiście był przystojny, nie mogła zaprzeczyć, ale widziała już większe ideały. Ginny od pewnego czasu  szturchała ją.
 - Coo? - mruknęła.
 - Przestań się gapić na Malfoy'a. Chodź, mamy  Wróżbiarstwo ze Ślizgonami.
 - Eh, nie wiem czemu dałam ci się na to namówić. - westchnęła Gryfonka i skierowała się wraz z przyjaciółką w stronę sali, w której nauczała Trelavney.
 - Dzisiaj będziecie wróżyć z fusów. - Głos profesor docierał do uszu uczniów jakby zniekształcony przez wszystkie opary z dziwnych kadzideł i pachnidełek. Każdy dostał filiżankę.
Hermiona i Ginny szukały w podręczniku co oznaczają różne symbole.
 - Zobacz, jak tak obrócę, to znaczy, że chłopak mnie rzuci - parsknęła śmiechem Ruda - a jak tak, to znaczy że chociaż jestem singielką to niedługo los się do mnie uśmiechnie i znajdę prawdziwą miłość.
Hermiona uśmiechnęła się.
 - Haha, a mi wyszło, że niedługo oświadczy mi się ukochany, z którym chodzę już kilka miesięcy.
 Obie dziewczyny zaśmiewały się cicho ze swoich wróżb.
 - No proszę, proszę - głos Trelavney usłyszeli wszyscy uczniowie - prawdziwa miłość. Tak, tak, już niedługo panno Granger.
Hermiona skrzywiła się. Szczerze wątpiła, by znalazła prawdziwą miłość w Hogwarcie, a już na pewno nie mogła tego się dowiedzieć od tej starej oszustki.
 - Tak, tak - Ginny zamknęła oczy, wyciągnęła przed siebie drżące dłonie i powiedziała zachrypniętym głosem - Tak, tak szybka i pewna śmierć, już niedługo. Strzeż się oszustko, strzeż się. - Trelavney zrobiła przerażoną minę i odeszła do swych kul, a uczniowie ryknęli śmiechem. Po lekcji Hermiona minęła się w korytarzu z Malfoy'em.
 - Prawdziwa miłość? - usłyszała kpiący głos chłopaka - Myślisz, że ktoś cię zechce, Granger?
 - Zechce - tym razem był to głos Rona - zobacz.
Rudzielec złapał Hermionę za rękę i pocałował w usta. Oszołomiona Gryfonka odruchowo wykonała gest obronny. Jej ręka z głośnym plasknięciem spotkała się z policzkiem Weasley'a.
 - Zechce, ale tylko nie ty! - Warknęła dziewczyna i oddaliła się w szumie oklasków, gwizdów i krzyków.



No to mamy 1 rozdział. Wiem, bardzo krótki. Myślę, że będą dłuższe, kiedy rozwinie się akcja. Na razie to tyle. Accio komentarze ;) ~ Hermi



środa, 6 sierpnia 2014

Prolog

Czasami tak to już się dzieje, że jednego dnia tracimy wszystko na czym nam zależy. Brzmi jak wstęp do jakiejś tragicznej powieści romantycznej. Hermiona właśnie tak się właśnie czuła, tylko że nie było nic romantycznego. Szatynka przejechała pacem po szybie, ścigając kroplę deszczu po drugiej stronie. Jednocześnie po jej policzku spłynęła łza. Szybko otarła ją wierzchem dłoni, gdy do drzwi ktoś zapukał. Nie odezwała się. Chciała być sama. Pomyśleć trochę. Wojna zawsze zabiera tyle istnień. To przerażające szczególnie dla małej wrażliwej Gryfonki, która siedziała teraz skulona na poduszkach ułożonych na parapecie w dormitorium prefekt naczelnej. Drzwi otworzyły się cicho i do środka weszła przyjaciółka Hermiony, Ginny Weasley. Usiadła naprzeciwko. Nikt nic nie mówił, cisza była wystarczająco wymowna. To zaskakujące, jak dwie tak różne osoby mogą znaleźć między sobą więzi, rozumieć się bez słów.

 Tam w niebie wysokim jest dobro i zło. Podziwiam obłoki nim padnie z nich grom. I szukam daremnie dusz, które wziął wiatr i tego mi jeszcze brak. - Ruda śpiewała cichutko, a szatynce od razu zrobiło się lepiej. - Troszeczkę ziemi, troszeczkę nieba bo chmur i cieni nam już nie trzeba, troszeczkę ziemi, troszeczkę słońca, trochę nadziei i więcej nic. - Ginny objęła delikatnie starszą Gryfonkę i obie szlochały cicho w swoich ramionach.

 Kto powiedział, że noc jest od spania?
  Nie. nie, proszę państwa, noc jest 
  właśnie od niszczenia sobie życia.
  Od analiz tego, co było już i tak
      zanalizowane milion razy.
Od wymyślania dialogów, na które i tak
 nigdy się nie odważymy. Noc jest od 
  tworzenia wielkich planów, których i
    tak nie będziemy pamiętać rano.
   Noc jest od bólu głowy do mdłości
        od wyśnionych miłości.





Tak więc zakończył się prolog nie powiem, że jest z niego niezadowolona bo mi się nawet podoba. Nie wyjaśnia wiele, ale o to przecież właśnie chodzi, prawda? :) Jeśli was rączki nie bolą to komentarzyki proszę :) ~ Hermi

Wstęp

Cześć nazywam się Weronika, ale podpisywać się będę Hermi. Postanowiłam zacząć prowadzić bloga, bo uwielbiam całe HP ale najbardziej urzekła mnie Hermiona a z internetów dowiedziałam się o takim cudownym parringu - Dramione <3 Mam nadzieję, że Wam się spodoba. ;) Jeżeli jakieś pomysły na wydarzenia w opowiadaniu będą wg was skopiowane z innego bloga to z góry mówię, że to jest niezamierzone. Wszystko co tutaj wymyślę jest tylko wytworem mojej wybujałej wyobraźni. Jeżeli wam się spodoba to świetnie, komentujcie, jeśli macie sprawne palce to bardzo zachęca. Nie będę się rozpisywać. Nie wiem ile ukaże się rozdziałów to zależy od pomysłów; może 20, może 200 ;), Na razie tyle. Dziękuję za uwagę, miłego dnia. Prolog ukarze się wkrótce. ~ Hermi.

Łapajcie Dracze na zachętę =(@.@)=