piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 1


 Hermiona przemierzała korytarz szkolny szybkim krokiem. Jedną ręką podtrzymywała kilka książek, drugą kawałek zapisanego pergaminu. Miała wielką ochotę usiąść na parapecie, wbić wzrok w błonia i robić nic. Ale niestety, rzeczywistość szkolna nie przewidziała tego w jej grafiku. Pędziła właśnie na lekcję eliksirów ze Ślizgonami. Mały demotywator na początek dnia. W pobliżu lochów zrównał z nią krok nie kto inny jak sam Wybraniec. Nawet go nie zauważyła, wpatrzona uważnie w pergamin, ściskany w dłoni.
 - Ekchem... Hermiono? - książki z hukiem upadły na podłogę. Gryfonka poderwała głowę, a jej kasztanowe loki podskoczyły energicznie.
 - Harry? Przepraszam, nie zauważyłam. - mruknęła i schyliła się, by pozbierać cenne książki. W tej samej chwili poczuła tępy ból w czaszce. Nieco zamglonym wzrokiem spojrzała na sprawcę. Przed nią klęczał Ron, pocierając dłonią obolałe czoło.
 - Przepraszam, chciałem pomóc. - Usłyszała jego głos. Spuścił głowę i poukładał książki na stosik, po czym podał je Hermionie.
 - Prawdziwy gentelman zaniósłby je za nią do sali - usłyszeli za sobą znany, pewny siebie głos. Cała trójka odwróciła się w stronę bladego blondyna - Ale ty już zawsze będziesz niewychowanym, rudym Weasley'em.
 - Uważaj na słowa, Malfoy. - Harry już wyciągnął różdżkę, ale jak zwykle w nieodpowiednim momencie.
 - Potter! Gryffindor traci 10 punktów za twoje naganne zachowanie. - Cichy głos Severusa Snape'a było doskonale słychać w całym korytarzu - a tymczasem zapraszam do sali, chyba że troje wspaniałych ma ochotę stracić jeszcze więcej punktów.
W okropnych nastrojach weszli do klasy. Hermiona usiadła na swoim stałym miejscu, obok Ginny. Nie słuchała profesora, a wszystkie czynności wykonywała, jak w transie. Warzyła już Amortencję, więc nie sprawiła jej trudności. Jednak wciąż nie mogła odgonić się od pewnej myśli. Malfoy w pewnym sensie stanął w jej obronie. Zastanawiała się nad tym i na transmutacji i na zielarstwie z Puchonami i na dwóch godzinach historii magii ze Ślizgonami. Wychodząc z sali niechcący potrąciła któregoś z uczniów. Spojrzała wysoko w górę, prosto w stalowoszare tęczówki Dracona.
 - Uważaj - syknął jakby mniej nieuprzejmie niż zwykle. To malutkie zdarzenie czaiło się w myślach Hermiony do końca dnia.
 Następnego ranka przy śniadaniu Hermiona nie mogła na niczym się skupić. Gniotła w dłoniach gazetę i wpatrywała się w jakiś punkt daleko przed sobą. Poczuła jakieś szturchnięcie.
 - Gapisz się - głos Ginny sprowadził ją na ziemię.
 - Coo? - rozkojarzona spojrzała na młodszą Gryfonkę.
 - Gapisz się - powtórzyła dziewczyna - na Malfoy'a.
 - Naprawdę? - wzrok Hermiony powędrował w stronę stołu Ślizgonów. Dracon siedział pomiędzy Zabinim -  który próbował poderwać jedną z dziewczyn Slytherinu - a Pansy - która co chwilę przytulała się do niego, chłopak odpychał ją, a ona po chwili znów próbowała. Gryfonka studiowała jego wygląd bez jakiegoś celu. Po prostu nie miała nic lepszego do roboty. Tlenione, blond włosy niesfornie opadały mu na arystokrackie czoło. Wreszcie pozbył się wszelkiego żelu ze swoich włosów. Stalowoszare tęczówki znudzone przeglądały Proroka Codziennego. Nie był jakoś zabójczo piękny. Oczywiście był przystojny, nie mogła zaprzeczyć, ale widziała już większe ideały. Ginny od pewnego czasu  szturchała ją.
 - Coo? - mruknęła.
 - Przestań się gapić na Malfoy'a. Chodź, mamy  Wróżbiarstwo ze Ślizgonami.
 - Eh, nie wiem czemu dałam ci się na to namówić. - westchnęła Gryfonka i skierowała się wraz z przyjaciółką w stronę sali, w której nauczała Trelavney.
 - Dzisiaj będziecie wróżyć z fusów. - Głos profesor docierał do uszu uczniów jakby zniekształcony przez wszystkie opary z dziwnych kadzideł i pachnidełek. Każdy dostał filiżankę.
Hermiona i Ginny szukały w podręczniku co oznaczają różne symbole.
 - Zobacz, jak tak obrócę, to znaczy, że chłopak mnie rzuci - parsknęła śmiechem Ruda - a jak tak, to znaczy że chociaż jestem singielką to niedługo los się do mnie uśmiechnie i znajdę prawdziwą miłość.
Hermiona uśmiechnęła się.
 - Haha, a mi wyszło, że niedługo oświadczy mi się ukochany, z którym chodzę już kilka miesięcy.
 Obie dziewczyny zaśmiewały się cicho ze swoich wróżb.
 - No proszę, proszę - głos Trelavney usłyszeli wszyscy uczniowie - prawdziwa miłość. Tak, tak, już niedługo panno Granger.
Hermiona skrzywiła się. Szczerze wątpiła, by znalazła prawdziwą miłość w Hogwarcie, a już na pewno nie mogła tego się dowiedzieć od tej starej oszustki.
 - Tak, tak - Ginny zamknęła oczy, wyciągnęła przed siebie drżące dłonie i powiedziała zachrypniętym głosem - Tak, tak szybka i pewna śmierć, już niedługo. Strzeż się oszustko, strzeż się. - Trelavney zrobiła przerażoną minę i odeszła do swych kul, a uczniowie ryknęli śmiechem. Po lekcji Hermiona minęła się w korytarzu z Malfoy'em.
 - Prawdziwa miłość? - usłyszała kpiący głos chłopaka - Myślisz, że ktoś cię zechce, Granger?
 - Zechce - tym razem był to głos Rona - zobacz.
Rudzielec złapał Hermionę za rękę i pocałował w usta. Oszołomiona Gryfonka odruchowo wykonała gest obronny. Jej ręka z głośnym plasknięciem spotkała się z policzkiem Weasley'a.
 - Zechce, ale tylko nie ty! - Warknęła dziewczyna i oddaliła się w szumie oklasków, gwizdów i krzyków.



No to mamy 1 rozdział. Wiem, bardzo krótki. Myślę, że będą dłuższe, kiedy rozwinie się akcja. Na razie to tyle. Accio komentarze ;) ~ Hermi



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz