Czasami tak to już się dzieje, że jednego dnia tracimy wszystko na czym nam zależy. Brzmi jak wstęp do jakiejś tragicznej powieści romantycznej. Hermiona właśnie tak się właśnie czuła, tylko że nie było nic romantycznego. Szatynka przejechała pacem po szybie, ścigając kroplę deszczu po drugiej stronie. Jednocześnie po jej policzku spłynęła łza. Szybko otarła ją wierzchem dłoni, gdy do drzwi ktoś zapukał. Nie odezwała się. Chciała być sama. Pomyśleć trochę. Wojna zawsze zabiera tyle istnień. To przerażające szczególnie dla małej wrażliwej Gryfonki, która siedziała teraz skulona na poduszkach ułożonych na parapecie w dormitorium prefekt naczelnej. Drzwi otworzyły się cicho i do środka weszła przyjaciółka Hermiony, Ginny Weasley. Usiadła naprzeciwko. Nikt nic nie mówił, cisza była wystarczająco wymowna. To zaskakujące, jak dwie tak różne osoby mogą znaleźć między sobą więzi, rozumieć się bez słów.
Tam w niebie wysokim jest dobro i zło. Podziwiam obłoki nim padnie z nich grom. I szukam daremnie dusz, które wziął wiatr i tego mi jeszcze brak. - Ruda śpiewała cichutko, a szatynce od razu zrobiło się lepiej. - Troszeczkę ziemi, troszeczkę nieba bo chmur i cieni nam już nie trzeba, troszeczkę ziemi, troszeczkę słońca, trochę nadziei i więcej nic. - Ginny objęła delikatnie starszą Gryfonkę i obie szlochały cicho w swoich ramionach.
Kto powiedział, że noc jest od spania?
Nie. nie, proszę państwa, noc jest
właśnie od niszczenia sobie życia.
Od analiz tego, co było już i tak
zanalizowane milion razy.
Od wymyślania dialogów, na które i tak
nigdy się nie odważymy. Noc jest od
tworzenia wielkich planów, których i
tak nie będziemy pamiętać rano.
Noc jest od bólu głowy do mdłości
od wyśnionych miłości.
Tak więc zakończył się prolog nie powiem, że jest z niego niezadowolona bo mi się nawet podoba. Nie wyjaśnia wiele, ale o to przecież właśnie chodzi, prawda? :) Jeśli was rączki nie bolą to komentarzyki proszę :) ~ Hermi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz